Psy były w moim życiu od zawsze – to one mnie wybrały. To one powiedziały mi, że jestem powołany do tej pracy.
Pies leśniczego, który nieustannie uciekał ze swojego obejścia do bawiących się dzieci z sąsiadującej z leśniczówką kolonii, nie słuchał nikogo, oprócz mnie. Leśniczego zaintrygował fakt, że przyprowadzałem jego psa wielokrotnie, bez żadnej uwięzi. Miałem wtedy osiem lat i w ogóle nie zdawałem sobie sprawy ze swoich możliwości.
W okresie żniw wyjechałem z rodziną na wieś. Zarządzałem tam psem, który podobno był groźny – wzbudzałem śmiech całej wsi, kiedy wyprowadzałem go na spacer.
Podczas jednego ze spacerów nad brzegiem Warty zobaczyłem potężnego, czarnego owczarka niemieckiego, który wielkimi susami pokonywał dzielącą nas odległość. Właściciel zdążył jedynie wykrzyknąć: „Jezus, Maria! Dziecko, nie ruszaj się!”. Mężczyzna był w ogromnym szoku, gdyż pies po powąchaniu mnie wykonał prawidłowo obejście i krocząc przy mojej lewej nodze, podszedł razem ze mną do swojego właściciela. Miałem wówczas 12 lat i nadal niczego się nie domyślałem.
W szesnastym roku życia pojechałem z rodzicami na wczasy zimowe do Świnoujścia. Ówczesna kierowniczka domu wczasowego – pani Maria, była właścicielką potężnego kuwasza czeskiego. Z powodu braku czasu proponowała bardziej postawnym wczasowiczom zabieranie go na spacery. Po pierwszym wyjściu skończyli się ochotnicy, bo jeden z ochoczych debiutantów ledwo przeżył. Kiedy zgłosiłem się po psa, pani Maria kazała mi wybić sobie z głowy ten pomysł, ale kiedy zobaczyła, jak pies na mnie reaguje zostałem jego dyżurnym opiekunem. Pies uczestniczył we wszystkich wycieczkach i spacerach nad morzem – bez smyczy i kagańca.
Rodzice nie pozwalali mi na posiadanie własnego psa. Pierwszego kupiłem za jedną ze swoich pierwszych pensji. Jego wyszkolenie przyniosło mu przezwisko Profesor i uznanie w wielu środowiskach – związku kynologicznym, milicji, środowisku osób niepełnosprawnych.
Pies wielokrotnie uczestniczył w terapiach dla osób obciążonych lękiem przed psami oraz współpracował z osobami niepełnosprawnymi w różnym stopniu. Do dziś żyją świadkowie jego wyszkolenia. Szczyt jego możliwości przypadł na lata 1974-79.
W przyszłym roku minie czterdzieści lat mojej pracy w szkoleniu psów.
Mój pies TARZAN:
![]() |
![]() |
![]() |
|


